W ostatnich latach gabinety psychologiczne i psychiatryczne przeżywają oblężenie. Liczba osób diagnozowanych pod kątem ADHD oraz spektrum autyzmu rośnie zarówno w Polsce, jak i w wielu innych krajach. Jedni widzą w tym epidemię zaburzeń. Inni – modę napędzaną przez Instagram. Jest jednak jeszcze trzecia możliwość: osoby neuroatypowe były w społeczeństwie od dawna, lecz przez dziesięciolecia potrafiliśmy rozpoznawać jedynie najbardziej widoczne, stereotypowe przypadki. Nowe badanie opublikowane w czerwcu 2026 roku w „JAMA Psychiatry” dostarcza tej hipotezie niezwykle ciekawego argumentu. Pula genowa populacji nie zmieniła się w ciągu dwóch dekad. Zmieniły się natomiast kryteria, świadomość i zasięg diagnostyki.
Co powiedziało naukowcom DNA?
Badacze wykorzystali dane duńskiego projektu iPSYCH i przeanalizowali profile genetyczne 37 182 osób, u których w latach 1994–2016 rozpoznano ADHD albo ASD. W grupie znalazło się 20 111 osób z ADHD i 17 071 osób ze spektrum autyzmu.
Naukowcy nie szukali pojedynczego „genu ADHD” czy „genu autyzmu”, ponieważ takie geny nie istnieją. Obie diagnozy mają złożone, wieloczynnikowe podłoże. Analizowano więc wyniki poligeniczne: statystyczne wskaźniki wyliczane na podstawie bardzo wielu powszechnych wariantów DNA, z których każdy ma jedynie niewielki związek z prawdopodobieństwem wystąpienia określonych cech.
Wynik poligeniczny nie jest testem diagnostycznym. Nie poinformuje, czy konkretna osoba „ma ADHD”, ani jak bardzo będzie potrzebowała wsparcia. Pozwala jednak porównywać przeciętne profile dużych grup.
Badacze zadali pozornie proste pytanie: czy osoby diagnozowane pod koniec badanego okresu miały taki sam przeciętny profil genetyczny jak osoby rozpoznawane w połowie lat dziewięćdziesiątych? Okazało się, że nie.
Na każde dziesięć lat późniejszej diagnozy średni wynik poligeniczny związany z ADHD obniżał się w grupie osób z ADHD o około 0,06 odchylenia standardowego. Wśród osób ze spektrum autyzmu wynik związany z ASD spadał przeciętnie o około 0,07 odchylenia standardowego na dekadę. Nie są to procenty i nie można powiedzieć, że ktoś miał „ułamek procenta mniej autyzmu”. Wyniki pokazują natomiast niewielką, ale systematyczną zmianę przeciętnego profilu genetycznego diagnozowanych grup.
Diagnostyczne sito stało się gęstsze
Jedna z najbardziej prawdopodobnych interpretacji brzmi: dawniej diagnozowano przede wszystkim osoby najbardziej przypominające podręcznikowy obraz zaburzenia.
W przypadku ADHD był to zwykle chłopiec, który nie potrafił usiedzieć w ławce, przeszkadzał na lekcjach i podejmował impulsywne działania. W przypadku autyzmu – dziecko z wyraźnymi trudnościami komunikacyjnymi, sztywnymi zachowaniami i widoczną potrzebą wsparcia.
Osoby spokojniejsze, dobrze uczące się, silnie maskujące trudności albo posiadające mniej typowy profil mogły przez całe życie pozostawać poza zasięgiem diagnostyki. Ich problemy opisywano innymi słowami: lenistwo, nieodpowiedzialność, nadwrażliwość, histeria, dziwactwo, brak charakteru.
Nowe badanie nie dowodzi, że współcześnie diagnozowane osoby mają łagodniejsze objawy. Nie mierzono w nim bezpośrednio poziomu funkcjonowania ani nasilenia trudności. Wyniki są jednak zgodne z hipotezą, że dzisiejsza diagnostyka obejmuje bardziej różnorodne profile neuroatypowości, również takie, które dawniej pozostawały niewidoczne.
To ważna różnica. Nie odkryliśmy nagle nowych – adehadowych ludzi. Zaczęliśmy inaczej patrzeć na tych, którzy przez cały czas byli obok nas.
Czego to badanie nie udowadnia?
Nie dowodzi, że każda współczesna diagnoza jest trafna. Nie dowodzi również, że media społecznościowe nie mają żadnego wpływu na zainteresowanie ADHD i autyzmem. Internet może być z jednej strony potężnym narzędziem psychoedukacji, z drugiej – fabryką uproszczeń.
Badanie nie pokazuje też, że znaczenie genetyki zmalało. Wynik poligeniczny obejmuje jedynie część złożonego podłoża biologicznego i nie uwzględnia wszystkich rzadkich wariantów genetycznych, czynników środowiskowych ani wzajemnego oddziaływania genów i środowiska.
Co więcej, badana populacja składała się głównie z dzieci i młodzieży. Średni wiek rozpoznania wynosił około 9,7 roku w ASD i 11 lat w ADHD. Nie jest to więc bezpośrednie badanie obecnej fali diagnozowania dorosłych.
Wyniki nie zamykają dyskusji. Zmuszają ją jednak do wejścia na wyższy poziom niż pytanie: „czy to co obserwujemy jest tylko modą?”.
Polska: liczby wymagają uważnego czytania
Dane Centrum e-Zdrowia pokazują, że w 2022 roku w publicznie raportowanych świadczeniach odnotowano 40 514 pacjentów z głównym rozpoznaniem F90, obejmującym zaburzenia hiperkinetyczne. W 2023 roku było ich 47 988, a w 2024 roku – 64 090.
Oznacza to wzrost o około 33,6 procent w ciągu jednego roku, między 2023 a 2024 rokiem, i aż o około 58 procent w ciągu dwóch lat. Dane nie obejmują jednak pełnej skali prywatnej diagnostyki, zwłaszcza osób dorosłych. W 2024 roku 58 procent pacjentów odnotowanych w publicznym systemie miało nie więcej niż 12 lat.
Silny wzrost widać również w systemie oświaty, choć porównywanie poszczególnych zestawień wymaga ostrożności. Jedne statystyki obejmują tylko uczniów z autyzmem, inne również dzieci z niepełnosprawnościami sprzężonymi, wśród których występuje autyzm.
NIK wskazywała, że liczba uczniów z autyzmem oraz niepełnosprawnościami sprzężonymi obejmującymi autyzm wzrosła z 38 058 w roku szkolnym 2016/2017 do 54 404 dwa lata później. W danych przywoływanych w 2024 roku w Sejmie mówiono już o ponad 70 tysiącach dzieci i uczniów z autyzmem, w tym zespołem Aspergera.
Wzrost liczby rozpoznań jest więc faktem. Nie oznacza jednak automatycznie, że w takim samym tempie zwiększa się biologiczna częstość występowania neuroatypowości. Statystyka diagnoz pokazuje jednocześnie liczbę osób posiadających określone cechy oraz zdolność systemu do ich zauważenia. Termometr mierzy temperaturę, ale liczba sprzedanych termometrów nie mówi jeszcze, ilu ludzi nagle dostało gorączki.
Dorośli nadrabiają utracone dekady
Przez wiele lat ADHD i autyzm traktowano przede wszystkim jako problemy dzieciństwa. W praktyce część osób uczyła się kompensować trudności, wybierała środowisko dopasowane do swoich możliwości albo płaciła za pozorne „radzenie sobie” przewlekłym napięciem, przeciążeniem, wypaleniem, depresją czy zaburzeniami lękowymi.
Dlatego lepiej mówić dziś nie o „diagnozie retroaktywnej”, lecz o późnym rozpoznaniu. Diagnoza nie zostaje postawiona wstecz. Pozwala natomiast ponownie odczytać wcześniejsze doświadczenia w świetle wiedzy, której wcześniej brakowało.
Częstym impulsem do zgłoszenia się dorosłego na konsultację jest diagnoza jego dziecka. Rodzic słyszy opis trudności z koncentracją, organizacją, regulacją emocji, relacjami społecznymi albo nadwrażliwością sensoryczną i nagle rozpoznaje w nim własne dzieciństwo.
ADHD i ASD mają istotny komponent dziedziczny, dlatego podobieństwo między pokoleniami nie powinno dziwić.
Dziewczęta i kobiety: niewidoczne nie znaczy neurotypowe
Na wzrost rozpoznań wpływa także stopniowe dostrzeganie dziewcząt i kobiet. Historyczne badania, stereotypy kliniczne i opisy podręcznikowe koncentrowały się głównie na bardziej zewnętrznych, widocznych zachowaniach częściej obserwowanych u chłopców.
Dziewczynka z ADHD nie musi biegać po klasie. Może siedzieć cicho, odpływać myślami, godzinami nadrabiać zaległości w domu i żyć w ciągłym poczuciu, że inni radzą sobie z codziennością za pomocą instrukcji, której jej nie wręczono.
Autystyczna dziewczynka może uważnie obserwować rówieśników, przygotowywać sobie scenariusze rozmów, kopiować gesty i tłumić reakcje na przeciążenie. Maskowanie nie jest wyłącznie „mechanicznym naśladowaniem”. Może obejmować świadome lub automatyczne ukrywanie cech, kontrolowanie mimiki, wymuszanie kontaktu wzrokowego i wielogodzinne analizowanie zasad społecznych. Badania i organizacje kliniczne wskazują, że maskowanie oraz opóźnione rozpoznanie szczególnie często dotyczą kobiet i osób diagnozowanych dopiero w dorosłości.
Cena tej niewidzialności bywa wysoka. Osoba może z zewnątrz wyglądać na dobrze funkcjonującą, a po powrocie do domu doświadczać wyczerpania, załamań regulacji emocjonalnej albo całkowitej niemożności wykonania najprostszych czynności.
Media społecznościowe: latarnia i krzywe zwierciadło
Internet wykonał ogromną pracę destygmatyzującą. Dzięki relacjom osób neuroatypowych wiele osób po raz pierwszy zetknęło się z opisem ADHD i autyzmu innym niż obraz „niegrzecznego chłopca” albo „zamkniętego w swoim świecie geniusza”.
Media społecznościowe dają język do opisywania doświadczeń, ale bywa on nadużywany. Prokrastynacja nie zawsze oznacza ADHD. Potrzeba samotności nie jest automatycznie autyzmem. Niechęć do określonego dźwięku, intensywna pasja czy roztargnienie mogą występować także u osób bez rozpoznania. O diagnozie nie decyduje obecność efektownej listy cech, lecz ich trwałość od okresu rozwojowego, występowanie w różnych sytuacjach, wpływ na codzienne funkcjonowanie oraz wykluczenie innych możliwych przyczyn. Rozpoznanie powinno być wynikiem specjalistycznej oceny, a nie internetowego quizu.
Media społecznościowe mogą być początkiem poszukiwania odpowiedzi. Nigdy – końcem.
Polski paradoks wsparcia
W Polsce wzrost diagnoz ASD może być dodatkowo wzmacniany przez konstrukcję systemu edukacyjnego. Samo ADHD zasadniczo nie daje dziecku prawa do orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego i nie otwiera takiej samej drogi do finansowanego wsparcia jak autyzm. Na tę lukę zwracali uwagę zarówno Rzecznik Praw Obywatelskich, jak i Rzeczniczka Praw Dziecka.
Nie oznacza to, że poradnie masowo stawiają nieprawdziwe diagnozy. Systemowa asymetria może jednak wywoływać presję: rodzice i specjaliści wiedzą, że jedna diagnoza pozostawi ucznia przede wszystkim z zaleceniami, podczas gdy druga może uruchomić konkretne formy pomocy.
Od 2025 roku sposób naliczania środków dla uczniów autystycznych w klasach ogólnodostępnych został mocniej powiązany z faktycznym wymiarem udzielanego wsparcia. Nadal jednak pozostaje zasadnicza różnica pomiędzy możliwościami systemowymi dostępnymi przy ADHD i ASD.
Diagnoza nie jest ani wyrokiem, ani zwolnieniem z odpowiedzialności
Dobrze postawiona diagnoza ma być mapą – nie powinniśmy pozwalać, aby była wymówką.
Może pomóc zrozumieć, dlaczego człowiek przez lata ponosił ogromny koszt wykonywania zadań, które innym przychodziły niemal automatycznie. Dlaczego po dniu pełnym kontaktów społecznych potrzebował wielu godzin ciszy. Dlaczego kolejne systemy planowania działały przez tydzień, a później rozpadały się jak meble składane bez instrukcji.
Rozpoznanie nie usuwa odpowiedzialności za własne działania. Może natomiast pozwolić zamienić moralny osąd: jestem leniwy, dziwny, zepsuty, na pytanie: jak działa mój układ nerwowy i czego potrzebuję, aby funkcjonować lepiej?.
Najnowsze badanie genetyczne nie dowodzi, że każda diagnoza jest trafna ani że nie istnieje ryzyko nadrozpoznawalności. Pokazuje jednak, że zwiększającej się liczbie rozpoznań towarzyszy stopniowa zmiana przeciętnego profilu genetycznego diagnozowanych osób. Jest to zgodne z obrazem diagnostyki, która przestała dostrzegać wyłącznie przypadki najbardziej oczywiste.
Nie żyjemy w czasach epidemii nowych mózgów. Po prostu zaczynamy nazywać po imieniu te dotychczas nie nazwane.