Między zranieniem a cierpieniem…

mentalizacja, dysocjacja, trauma

Dwoje ludzi przeżywa bardzo podobne wydarzenie. Obydwoje zostali skrzywdzeni albo zdradzeni przez kogoś, komu ufali. U jednego z nich po latach rozwiną się objawy depresji, trudności w relacjach i silna niestabilność emocjonalna. Drugi  będzie cierpieć, lecz stopniowo odzyska poczucie bezpieczeństwa i zdolność budowania bliskości. Dlaczego? Najprostsza odpowiedź: ponieważ ludzie różnią się odpornością psychiczną. Jest to jednak duże uproszczenie, które pomija wszystko to, co dzieje się w psychice pomiędzy traumatycznym doświadczeniem a późniejszym zdrowiem psychicznym. Nowe badanie polsko-włoskiego zespołu z udziałem Petera Fonagy’ego wskazuje na dwa procesy, które mogą być w takich przypadkach istotne: mentalizację i dysocjację.

Trauma, która jest również zdradą

Autorzy badania skupili się na tak zwanej betrayal trauma, czyli traumie zdrady. Pojęcie jest znacznie szersze niż domyślnie przychodząca do głowy niewierność w związku. Obejmuje też sytuacje, w których krzywdzi nas człowiek, któremu ufamy albo od którego zależy nasze bezpieczeństwo: rodzic, partner, opiekun, krewny czy inna znacząca osoba. To szczególny rodzaj urazu. Zagrożenie pochodzi z tego samego miejsca, z którego powinny przychodzić ochrona, troska i pomoc.

Dziecko nie może uznać: „ta osoba jest niebezpieczna, więc od niej odejdę”, bo od opiekuna zależą jego przetrwanie, emocjonalne bezpieczeństwo i możliwość rozumienia świata. Psychika musi więc wykonać skomplikowany manewr: jednocześnie utrzymać więź i jakoś odsunąć wiedzę o zagrożeniu. To, co krótkoterminowo pozwala przetrwać, może później utrudniać rozpoznawanie własnych uczuć, ocenianie intencji innych ludzi oraz korzystanie z bliskich relacji.

Mentalizacja

to zdolność rozumienia zachowania – własnego i innych osób – poprzez odwołanie do stanów psychicznych.

To coś więcej niż dostrzeganie wyłącznie faktu: „nie odpisał mi na wiadomość” bo mentalizacja niesie w pakiecie myśl: „czuję się odrzucona, ale nie wiem jeszcze, dlaczego nie odpisał. Mógł być zajęty, mógł zapomnieć, mógł się zezłościć. Potrzebuję więcej informacji”. Mentalizacja wymaga utrzymania dwóch rzeczy naraz: świadomości własnych emocji i świadomości, że przypuszczenia nie są tym samym co fakty.

W nowych badaniach analizowano przede wszystkim hipomentalizację – trudność lub silną niepewność w rozpoznawaniu własnych i cudzych stanów psychicznych. Człowiek może wtedy wiedzieć, że „coś jest nie tak”, ale nie potrafić odpowiedzieć na pytania: co  czuję?, dlaczego tak reaguję?, czego potrzebuję?, czy ta osoba rzeczywiście chce mnie zranić?, czy reaguję na teraźniejszość, czy może na jakieś dawne doświadczenie?

Nie jest to ani brak inteligencji ani  deficyt refleksyjności. Pod wpływem silnego pobudzenia zdolność mentalizacji może chwilowo załamywać się również u osób, które na co dzień świetnie rozumieją siebie i innych.

Dysocjacja

jest rodzajem psychicznego oddzielenia. Może oznaczać poczucie odrealnienia, emocjonalne odrętwienie, wrażenie obserwowania siebie z zewnątrz, luki w pamięci albo doświadczenie, jakby ciało, emocje i myśli nie należały do jednej opowieści. W chwili zagrożenia może być ochronnym „parasolem” przed nadmiernym cierpieniem. Kiedy ucieczka fizyczna jest niemożliwa, psychika próbuje zwiększyć dystans od tego, czego nie da się znieść.

Problem zaczyna się wtedy, gdy dawny system alarmowy nadal odłącza człowieka od przeżyć, mimo że niebezpieczeństwo już minęło.

Mentalizacja integruje doświadczenie – pomaga nadać mu znaczenie i umieścić je w czasie. Dysocjacja je rozdziela: pozwala nie czuć wszystkiego naraz, ale może pozostawić fragmenty doświadczenia bez nazwania ich i bez kontekstu.

Co zbadali naukowcy?

W badaniu uczestniczyło 209 osób w wieku od 18 do 45 lat. Część rekrutowano w dwóch polskich placówkach psychiatrycznych, a część poprzez ogłoszenia kierowane do populacji ogólnej. Uczestnicy wypełniali kwestionariusze dotyczące traumatycznych doświadczeń w dzieciństwie i dorosłości, objawów depresyjnych, funkcjonowania osobowości zgodnie z modelem zbliżonym do ICD-11, doświadczeń dysocjacyjnych i trudności w mentalizowaniu.

Badacze sprawdzali następnie, czy związek pomiędzy traumą zdrady a objawami psychicznymi może przebiegać poprzez dysocjację i hipomentalizację.

Co pokazały wyniki?

Zarówno trauma zdrady doświadczona w dzieciństwie, jak i podobne doświadczenia z dorosłości wiązały się z większym nasileniem objawów depresyjnych oraz większymi trudnościami w funkcjonowaniu osobowości.

Najciekawsze wydarzyło się po włączeniu do modelu dwóch procesów psychicznych: dysocjacji i hipomentalizacji: bezpośredni związek między traumą a badanymi objawami przestawał być istotny statystycznie. Zależność przebiegała przede wszystkim poprzez większą skłonność do dysocjacji i większą niepewność dotyczącą własnych i cudzych stanów psychicznych.

Hipomentalizacja odpowiadała za nieco większą część pośrednich zależności niż dysocjacja: około 54–59 procent w analizowanych modelach. Cały model wyjaśniał około 46 procent zróżnicowania objawów depresyjnych i 57 procent zróżnicowania nasilenia trudności osobowościowych.

Trauma zdrady doświadczona w dorosłości była silniej związana z aktualnymi objawami depresyjnymi niż trauma z dzieciństwa. Natomiast związki obu okresów życia z funkcjonowaniem osobowości były podobne. Autorzy przypuszczają, że późniejsze doświadczenia mogą być bardziej emocjonalnie aktualne, zwłaszcza jeśli krzywdząca relacja nadal trwa albo uaktywnia wcześniejsze podatności.

Czy to oznacza, że trauma nie ma znaczenia?

Nie. Zdanie: „bezpośredni związek przestał być istotny statystycznie” brzmi efektownie, ale łatwo zrobić z niego psychologicznego potworka.

Nie oznacza ono, że nie trauma szkodzi, tylko niewłaściwe podejście człowieka. Nie oznacza również, że osoba skrzywdzona mogłaby uniknąć cierpienia, gdyby tylko „lepiej przetworzyła” doświadczenie.

Dysocjacja i ograniczenie mentalizacji mogą być właśnie konsekwencjami oraz strategiami przetrwania traumy relacyjnej. Dziecko, które nie potrafi bezpiecznie myśleć o intencjach krzywdzącego rodzica, nie popełnia błędu poznawczego. Robi coś, co w danych warunkach może pomagać mu utrzymać niezbędną więź.

Problem nie polega na tym, że psychika źle zareagowała tylko na tym, że sposób reagowania potrzebny kiedyś może zostać z człowiekiem znacznie dłużej niż samo zagrożenie.

Trauma to nie wyrok

Badanie przypomina o ważnej rzeczy: ekspozycja na traumę nie tworzy prostego równania: trauma + czas = zaburzenie psychiczne. To  nie tak działa.

Pomiędzy doświadczeniem a późniejszymi objawami znajdują się między innymi relacje, w których człowiek został wysłuchany albo uciszony, możliwość rozumienia tego, co się wydarzyło, reakcje otoczenia, poczucie sprawczości, regulacja emocji, skłonność do odłączania się od doświadczenia, zdolność odróżniania przeszłego zagrożenia od teraźniejszości…

To dobra wiadomość: przeszłości nie można cofnąć, ale można stopniowo odzyskiwać możliwość myślenia o niej bez zalewania emocjami albo bez konieczności całkowitego odcięcia się.

Odbudowywanie mentalizacji

Czasem najbardziej dojrzałym aktem mentalizacji jest powiedzenie: „nie wiem jeszcze, co on miał na myśli”, albo: „wiem, że poczułam strach. Nie wiem natomiast, czy obecna sytuacja naprawdę jest niebezpieczna”.

W terapii rozwijanie mentalizacji może obejmować nazywanie emocji i doznań cielesnych, rozróżnianie faktów od interpretacji, zauważanie momentów, w których pobudzenie odbiera zdolność myślenia, badanie kilku możliwych znaczeń zachowania, łączenie reakcji teraźniejszych z wcześniejszymi doświadczeniami, tworzenie spójniejszej opowieści o sobie, bez sprowadzania człowieka do roli ofiary.

Nie chodzi o usprawiedliwienie sprawcy ani znalezienie dobrych intencji tam, gdzie ich nie było. Mentalizacja nie oznacza naiwności. Pomaga raczej zobaczyć rzeczywistość dokładniej czyli rozpoznać zagrożenie, ale nie dopisywać go automatycznie wszędzie.

Ważne ograniczenie badania

Badanie miało charakter przekrojowy. Wszystkie dane zebrano w jednym okresie, dlatego nie można udowodnić, że to hipomentalizacja i dysocjacja wywołały późniejsze objawy. Możliwa jest także zależność odwrotna. Depresja może zmniejszać zdolność refleksji, utrudniać rozumienie własnych przeżyć i wpływać na sposób przypominania sobie przeszłości.

Ponadto informacje o traumie pochodziły ze wspomnień uczestników, a wszystkie główne zmienne mierzono za pomocą samoopisowych kwestionariuszy. Sama mentalizacja jest natomiast zdolnością relacyjną i zależną od kontekstu. Człowiek może dobrze mentalizować w spokojnym gabinecie, a zupełnie tracić tę zdolność podczas konfliktu z bliską osobą. Dlatego badanie nie kończy dyskusji. Daje raczej interesującą mapę miejsc, które warto dalej badać.

Nie jesteśmy sumą tego, co nam zrobiono

Historia ma znaczenie. Nie musi jednak działać jak program, który po uruchomieniu prowadzi zawsze do tego samego rezultatu. Pomiędzy tym, co się wydarzyło, a tym, jak żyjemy dzisiaj, istnieje przestrzeń psychiczna. W tej przestrzeni znajdują się znaczenia, emocje, wspomnienia, relacje, reakcje ciała i sposoby chronienia siebie.

Trauma może tę przestrzeń dramatycznie zawęzić. Terapia może pomagać ją ponownie poszerzać.

Nie przez przekonywanie człowieka, że „powinien myśleć inaczej”, lecz przez stworzenie warunków, w których znów można bezpiecznie myśleć, czuć, sprawdzać i nie wiedzieć.

Bo zdrowienie czasem zaczyna się zadania sobie pytania: co dzieje się we mnie teraz?

Źródło: Jańczak M.O. i wsp. (2026), Betrayal trauma and adult mental health: The role of mentalizing and dissociation, „PLOS ONE”, 21(7), e0353662

Zostań na chwilę
Jeśli coś Cię tu zatrzymało, możesz:
– zajrzeć do [tych słów]
umówić się na spotkanie 
– albo po prostu odpocząć.
Tu nikt nie wymaga. Tylko zaprasza