Jedna dawka psylocybiny + kilka godzin pod opieką terapeuty i po trzech tygodniach wyraźnie mniej objawów depresji. Wyniki opublikowanego 6 sierpnia 2026 roku w Nature Medicine badania PsiDeR brzmią niemal spektakularnie.
To jedno z najciekawszych badań dotyczących zastosowania psychodelików w depresji opornej na leczenie. Niezwykle mocno zadziałała w tym badaniu psylocybina. Niemal zupełnie nie zadziałało placebo. A podwójnie ślepa próba przestała być ślepa.
Co badano?
Badanie PsiDeR, czyli Psilocybin in Depression Resistant to Standard Treatments, przeprowadzono w brytyjskim systemie publicznej ochrony zdrowia NHS. Włączono do niego 60 osób z dużym zaburzeniem depresyjnym, u których wcześniejsze leczenie nie przyniosło wystarczającego efektu. Warunkiem udziału był brak odpowiedniej odpowiedzi na co najmniej dwa leczenia przeciwdepresyjne albo na co najmniej jeden lek przeciwdepresyjny i jedną psychoterapię. Badani chorowali od wielu lat. Średni czas choroby – jak piszą autorzy – wynosił około 20 lat.
Uczestników podzielono na dwie trzydziestoosobowe grupy przypisując każdego z nich do konkretnej grupy w sposób losowy. Pierwsza trzydziestka otrzymała 25 mg psylocybiny, druga – kapsułki placebo. Placebo było prawdziwe, bez najmniejszej dawki psychodeliku. Zawierało skrobię.
I teraz pora na pierwsze zdziwienie: badanie nie sprawdzało działania „tabletki z psylocybiną”. W obu grupach leczenie odbywało się w rozbudowanym kontekście psychologicznym. Uczestnicy przed podaniem substancji odbywali co najmniej trzy godziny przygotowania z terapeutą. Badamy więc raczej terapię wspomaganą psylocybiną niż farmakologiczne działanie psylocybiny w izolacji.
Jest powód do: „wow”
Nasilenie depresji oceniano między innymi przy pomocy skali MADRS (Montgomery-Åsberg Depression Rating Scale). Po trzech tygodniach różnica pomiędzy grupami wyniosła 10,41 punktu na korzyść psylocybiny. Wielkość efektu Cohena wyniosła d = 1,70. W badaniach klinicznych taki efekt trudno nazwać subtelnym.
Po sześciu tygodniach przewaga nie zniknęła. Skorygowana różnica między grupami wynosiła wówczas nawet 12,92 punktu w MADRS.
Jeszcze bardziej obrazowo wyglądają odsetki odpowiedzi na leczenie. Po trzech tygodniach co najmniej 50-procentową redukcję objawów uzyskało 43% osób po psylocybinie i 3% po placebo. Remisję, definiowaną jako wynik MADRS ≤10, osiągnęło 40% osób po psylocybinie i 3% po placebo. Po sześciu tygodniach odsetek osób odpowiadających na leczenie psylocybiną wzrósł do 50%. Na papierze wygląda to znakomicie.
Haczyki
Pierwszy haczyk: to nie było badanie skuteczności. PsiDeR – formalnie – było badaniem wykonalności (feasibility trial). Jego głównym celem było sprawdzenie, czy taki sposób leczenia i prowadzenia badania da się bezpiecznie i praktycznie realizować w publicznym systemie ochrony zdrowia. A zatem: czy uda się rekrutować pacjentów, ilu z nich zrezygnuje, czy będą pojawiać się braki danych i jak duża będzie zmienność wyników potrzebna do zaplanowania kolejnego, większego badania.
Zmiana nasilenia depresji i odsetki odpowiedzi na leczenie to… wynik wtórny. Próby 60-osobowej nie projektowano jako dużego, rozstrzygającego badania skuteczności.
To jednak nie unieważnia wyniku. Uprawnia do wniosku: „otrzymaliśmy bardzo obiecujący sygnał, który trzeba potwierdzić” ale jeszcze trochę za wcześnie na wniosek: „udowodniono wysoką skuteczność psylocybiny”.
Drugi haczyk: jak się okazało – wszyscy zgadli, kto dostał psylocybinę Badanie miało być podwójnie zaślepione czyli ani uczestnicy, ani osoby oceniające wyniki nie miały wiedzieć, kto otrzymał substancję aktywną.
Problem z badaniami psychodelików jest oczywisty: jeżeli przez kilka godzin zmienia się sposób postrzegania świata, emocji, własnego ciała i siebie samego, trudno uwierzyć, że właśnie połknęło się skrobię.
Autorzy badania mimo wszystko sprawdzili skuteczność zaślepienia u części uczestników i wynik był bezlitosny: spośród 13 zapytanych osób, które otrzymały psylocybinę, wszystkie 13 poprawnie rozpoznało swój przydział. W grupie placebo prawidłowo odgadło go 7 z 10 zapytanych osób. W sprawdzonej grupie zaślepienie praktycznie przestało istnieć. Kiedy pacjent wie lub jest niemal pewien, że właśnie otrzymał długo wyczekiwaną eksperymentalną terapię, pojawiają się oczekiwania, które również mogą wpływać na samopoczucie, zachowanie, interpretację własnych doświadczeń, ocenę objawów…
Największa zagadka PsiDeR…
może tkwić po stronie placebo. Autorzy sami zwracają uwagę na rzecz szczególnie ciekawą: grupa placebo prawie w ogóle się nie poprawiała. Po trzech tygodniach odpowiedź kliniczną uzyskała tylko jedna osoba z grupy kontrolnej. Podobnie wyglądała remisja.
W badaniach depresji odpowiedź placebo bywa znaczna, dlatego tak słaby wynik grupy kontrolnej automatycznie powiększa różnicę między grupami. Autorzy zwracają uwagę, że część bardzo dużej wielkości efektu może wynikać właśnie z braku poprawy w grupie placebo oraz z efektów oczekiwania związanych z utratą zaślepienia.
To fascynujący problem metodologiczny badań nad psychodelikami: czym właściwie jest tutaj „efekt leku”?
Farmakologicznym działaniem psylocyny na receptory serotoninowe 5-HT2A? A może intensywnym doświadczeniem psychologicznym podczas sesji? Albo oczekiwaniem zmiany? A może kombinacją wszystkich wymienionych elementów i jeszcze relacji z terapeutą i pracą integracyjną wykonaną po każdej sesji?
To nie był pierwszy raz
Psylocybina jest metabolizowana do psylocyny, która działa między innymi jako częściowy agonista receptorów serotoninowych 5-HT2A. Z tym mechanizmem wiąże się charakterystyczne po jej zażyciu zmiany percepcji, emocji i doświadczenia siebie. Nie wiadomo na ten moment które elementy tego doświadczenia są konieczne do uzyskania działania przeciwdepresyjnego i jak dużą część efektu można przypisać działaniu farmakologicznemu.
I tu warto przywołać inne badanie…
Gdyby PsiDeR było jedynym nowym badaniem, można byłoby po „wow” postawić wykrzyknik 😉 Ale kilka miesięcy wcześniej, w marcu 2026 roku, JAMA Psychiatry opublikowało wyniki większego badania – EPIsoDE – obejmującego 144 osoby z depresją oporną na leczenie. Tam zastosowano aktywne placebo, co miało zmniejszyć problem łatwego rozpoznawania przydziału. Rezultat był zdecydowanie mniej widowiskowy. Po sześciu tygodniach kryterium odpowiedzi w głównym punkcie końcowym spełniło 17% pacjentów po 25 mg psylocybiny wobec 10,6% w grupie placebo.
Część wtórnych miar nasilenia depresji wskazywała na klinicznie znaczącą poprawę po 25 mg. Sami autorzy określili jednak wyniki jako niejednoznaczne i wymagające dalszych badań.
Zestawienie tych dwóch badań daje nam drogowskaz: psylocybina może mieć istotne działanie przeciwdepresyjne, ale nie znamy jeszcze jego rzeczywistej wielkości.
Czy zajrzeliśmy zatem przez dziurkę od klucza do przyszłości leczenia depresji?
Być może. Problem w tym, że widzimy dopiero fragment tej ewentualnej przyszłości. PsiDeR pokazuje, że terapię wspomaganą psylocybiną udało się przeprowadzić w realiach publicznego systemu zdrowia, a nie wyłącznie w wyspecjalizowanym prywatnym ośrodku badawczym. Do stwierdzenia „jedna dawka leczy lekooporną depresję ” mamy nadal kawał drogi: potrzeba większych prób, dłuższej obserwacji, lepszych grup kontrolnych, badań nad nawrotami i odpowiedzi na pytanie, co jest aktywnym składnikiem terapii.
Nie badamy nowego leku w wersji „solo”. Przyglądamy się efektom nowego rodzaj interwencji z pogranicza farmakologii i psychoterapii.