ADHD w pakiecie z lękiem. O chłopcu, który nie mówił, choć miał dużo do powiedzenia

ADHD+lęk

Grzesiek miał 16 lat, kiedy przyszedł do gabinetu z pytaniem: „mam ADHD i nerwicę… czy muszę mieć to w pakiecie”? Nauczyciele od dawna mówili rodzicom, że nie może usiedzieć na lekcji. Że wierci się, odpływa, bywa rozkojarzony. W domu bywało podobnie: zaczynał coś, po chwili przeskakiwał do czegoś innego, odkładał, wracał, znowu odkładał. W jego głowie – jak sam mówił – panuje wieczny „chaos”. Za dużo myśli naraz, za dużo rzeczy do zapamiętania i za dużo „muszę”. I jeszcze kilka innych „za dużo”: boję się, martwię się, jestem przerażony.

Grzesiek jest bystry, logiczny, z głową do matematyki, łamigłówek i wszystkiego, co wymaga wzoru. Ma głód sensu. Potrafi godzinami siedzieć nad czymś, co go naprawdę wciągnie. Są jednak wyzwania, w których zachowuje się, jakby ktoś przeciął kabel między  „wiem, że powinienem” a „robię”. I jest towarzysz, który odbiera mu spokój:

lęk.

Łapie go za rękaw w różnych sytuacjach: czasem w szkole a czasem podczas spotkania ze znajomymi.
Nagle Grzesiek czuje, że trudno oddychać. Kręci mu się w głowie. Drętwieją ręce. Czuje potrzebę: wyjść. Natychmiast. Bo w głowie coś krzyczy: uciekaj.

Skąd to się wzięło?

Wsiadamy w wehikuł do przeszłości. I znajdujemy. Kiedy był mały, przez długi czas nie odzywał się do nauczycieli . W domu mówił normalnie. Czasem człowiek milczy jak zaklęty w określonych sytuacjach nie dlatego, że nie ma nic do powiedzenia, tylko dlatego, że układ nerwowy uznaje mowę za zbyt ryzykowną. Psychologia nazwała to zjawisko mutyzmem wybiórczym. Kiedy Grzesiek sięga pamięcią najdalej  jak umie – do przedszkola, przypomina sobie, że ktoś kiedyś powiedział mu, że ma dziwny głos. Ukłuł go ten komentarz tak mocno, że postanowił głos wyłączyć w okolicznościach, w których ktoś mógłby wyrazić podobne spostrzeżenie.

Combo

Dzieci i nastolatki z ADHD nie zawsze wyglądają jak z podręcznikowego opisu „ruchliwego urwisa”. Czasem obok nadruchliwości, chaosu i trudności z organizacją jest lęk, zamartwianie się, obniżona, nieadekwatna samoocena. ADHD i lęk lubią chodzić pod rękę i mieszkać w jednym układzie nerwowym.

ADHD wnosi do życia bałagan wykonawczy: trudność z uruchomieniem działania, z organizacją, z domykaniem, z oceną czasu, z utrzymaniem kierunku. Człowiek chce, ale nie zawsze może wystartować z dowolnym działaniem wtedy, kiedy „powinien”. Czasem rusza, ale grzęźnie po drodze. Pamięta świetnie rzeczy fascynujące, a zapomina o tych zwykłych. Albo odkłada „na później” – nie dlatego, że mu nie zależy, tylko dlatego, że start kosztuje go bardzo, bardzo dużo…

A lęk dokłada od siebie alarm, nadmiar przewidywania, co może pójść źle i wrażliwość na ocenę.  Z lękiem jeszcze trudniej zaczynać cokolwiek, a co dopiero kończyć. Bo ciało z takim „lokatorem” potrafi zachowywać się tak, jakby nadchodziła katastrofa, choć obiektywnie nic strasznego się nie dzieje.

U dziecka, które dorastając uświadamia sobie, że nie „ogarnia” tak sprawnie jak rówieśnicy, lęk ma „dopalacz”, który pomaga mu rosnąć. Tym dopalaczem jest poczucie: „znowu nie zdążysz, znowu coś zapomnisz, znowu wypadniesz gorzej, zaraz coś się posypie”.  A układ nerwowy, który reaguje mocniej, szybciej i boleśniej (bo to pakiet standardowy ADHD)  to dla lęku wręcz idealna „miejscówka”.

Gdzie jest instrukcja

Dziecko z ADHD i lękiem często słyszy dwa równoległe komunikaty: „skup się”, i „uspokój się”. Problem w tym, że nawet jeśli bardzo chce zrobić jedno i drugie, to ani jedno, ani drugie nie wychodzi, bo po prostu nie wie jak. Brakuje mu metod, i narzędzi. Żeby mieć skuteczne narzędzia, najpierw trzeba wiedzieć: mamy układ nerwowy działający nieco inaczej – adehadowo, więc trzeba go obsługiwać nieco inaczej. Jeśli jest diagnoza – można zabierać się za poszukiwania narzędzi i metod. Gorzej jeśli diagnozy długo nie ma. Wtedy w szkole, w pracy, w domu ludzie oceniają człowieka, nie wiedząc, że  tu nie chodzi o lenistwo, roztrzepanie, tchórzostwo, nieogarnięcie tylko o mechanizm wynikający z neuroróżnorodności, wymagający zrozumienia i znajomości instrukcji obsługi.

Niektóre dzieci reagują na takie oceny i komentarze hałasem. Inne buntem. A jeszcze inne – ciszą. Potem cisza może zamienić się w napięcie, napięcie w czujność a czujność w lęk.

To nie jest usterka

Dobra wiadomość jest taka: to da się ogarnąć. Na początek: zrozumieć własny mózg, nauczyć rozpoznawać, co jest trudnością wykonawczą, a co alarmem lękowym, popracować z ciałem, które reaguje paniką, spróbować budować strategie, które nie polegają na ciągłym dociskaniu siebie do ściany.

Kiedy człowiek zaczyna rozumieć, co się z nim dzieje, zwykle wydarza się ważna rzecz: przestaje mylić trudność z „usterką”, którą w sobie dotąd widział, bo w pewnym momencie uwierzył, że jest „popsuty”. A to nieprawda. Jest przede wszystkim zbyt długo niezrozumiany przez resztę świata.

Ćwiczenie: trzy kroki, kiedy mózg robi alarm

  • kiedy potrzebne?
  • wtedy, gdy pojawia się nagły lęk, chaos w głowie, myśl: „zaraz się posypię”, trudność ze startem, bo napięcie i natłok myśli blokują działanie

KROK 1.

Nazwij to, co się dzieje: „to wygląda na alarm układu nerwowego. Nie muszę tego lubić, ale mogę przez to przejść.”

Nie analizuj i nie szukaj odpowiedzi na pytanie „dlaczego znowu?”. Najpierw nazwij zjawisko. To zdanie nie jest po to aby czarować rzeczywistość, tylko ją ustawić w głowie zgodnie z faktami.

KROK 2.

Wróć do „tu i teraz” przez 5 konkretów –> rozejrzyj się wokół siebie i znajdź: 5 rzeczy, które widzisz 4 rzeczy, które czujesz dotykiem, 3 dźwięki, które słyszysz, 2 miejsca w ciele, które mają oparcie, 1 rzecz, którą zrobisz za chwilę.

Przykład: widzę biurko, kubek, okno, zeszyt, lampę; czuję krzesło pod plecami, stopy na zimnej podłodze, chłód blatu, rękaw bluzy, słyszę samochód, tykanie zegara, własny oddech, mam oparcie w plecach i stopach, za chwilę napiję się wody.

Tym krokiem nie dokonasz magicznego wyłączenia paniki, ale masz szansę odebrać alarmowi kawałek miejsca w głowie, w momencie gdy próbuje przejąć całe terytorium.

KROK 3.

Zrób najmniejszy możliwy ruch.

Najpierw odpowiedz sobie na pytanie: „jaki jest najmniejszy sensowny ruch, który mogę zrobić teraz?” Nie: „jak mam ogarnąć całe życie?”. Tu chodzi o małe rzeczy – na przykład: usiąść prościej, napić się wody, otworzyć notatkę, napisać jedno zdanie, wyjść na 2 minuty do innego pokoju…

Przy ADHD bardzo często nie chodzi o brak wiedzy, co trzeba zrobić a o to, że mózg nie może odpalić silnika.
A przy lęku dochodzi jeszcze alarm, który krzyczy: „najpierw przeżyj”.

Dlatego nie pytamy o wielki plan a o najmniejszy ruch.

Wersja skrócona do zapamiętania:

nazwij –> zakotwicz –> rusz

[nazwij: „to alarm systemu, nie katastrofa, zakotwicz: 5 rzeczy widzę, 4 czuję, 3 słyszę, rusz: jeden najmniejszy krok].

To ćwiczenie nie sprawi, że lęk zniknie w kilka sekund, ale ma szansę pomóc odzyskać trochę steru wtedy, gdy mózg i ciało próbują przejąć dowodzenie. Przy połączeniu ADHD i lęku najważniejsze bywa nie „uspokoić się idealnie”, tylko wrócić do kontaktu z rzeczywistością i zrobić jeden możliwy krok

Historia oparta na faktach, zanonimizowana i zmodyfikowana w szczegółach w celu ochrony prywatności pacjenta.
BIO autorki

Zostań na chwilę
Jeśli coś Cię tu zatrzymało, możesz:
– zajrzeć do [tych słów]
umówić się na spotkanie 
– albo po prostu odpocząć.
Tu nikt nie wymaga. Tylko zaprasza

Chcesz więcej ?

Zajrzyj na insta ;)