Mogło być nic, a jest wszystko

Mogło być nic, a jest wszystko

Czasem odrobinę przeciwbólowo, a z upływem czasu coraz skuteczniej, działa wdzięczność. Nie jako plaster przyklejany na siłę do straty. Nie jako obowiązkowe „ciesz się tym, co było”. I nie jako sposób na to, żeby przestało boleć szybciej, niż jest gotowe przestać.

Raczej jak drugi plan, który powoli zaczyna być widoczny obok bólu.

Przecież mogło być nic, a było wszystko. Przecież mogło kogoś w Twoim życiu wcale nie być, a był.

Co zrobić, kiedy go już nie ma? Dać się wyszumieć temu, co przychodzi. Niech szumi żal i gniew. Niech boli, skoro musi. Nie trzeba natychmiast przerabiać straty na lekcję życia ani zmuszać się do wdzięczności. Wdzięczność, która ma sens, nie wypiera żałoby. Może pojawić się obok niej. Czasem dopiero dużo później.

To nie nakaz pozytywnego myślenia

„Powinnaś być wdzięczna”- to zdanie potrafi skutecznie obrzydzić wdzięczność. Prawdziwa wdzięczność nie powstaje na komendę. Nie służy do anulowania złości, rozczarowania czy bólu. Można być komuś wdzięcznym i jednocześnie mieć do niego żal. Można kochać coś, co się skończyło, i cierpieć właśnie dlatego, że było ważne. Można doceniać życie i przeżywać okres, w którym naprawdę trudno się nim cieszyć. Emocje rzadko ustawiają się grzecznie w kolejce.

Dlaczego wdzięczność czasem uwiera?

Nie każdemu przychodzi łatwo. Dla jednego człowieka wdzięczność jest ciepłym doświadczeniem bliskości. Dla kogoś innego niesie niepokój: „Skoro coś dostałam, muszę się odwdzięczyć”, „Teraz jestem komuś coś winna”, „Nie chcę od nikogo zależeć”, „Jeżeli uznam, ile dostałem od innych, będę musiał przyznać, że nie wszystko zawdzięczam wyłącznie sobie”. Wtedy wdzięczność może przypominać dług, a przecież relacja nie prowadzi księgowości. Nie wszystkie życiowe rachunki wychodzą na zero. Nie każdą pomoc da się oddać dokładnie temu człowiekowi, od którego ją otrzymaliśmy. Nie wszystkie relacje są idealnie symetryczne pod względem dawania i brania i być może wcale nie muszą być.

Czasem coś dostajemy. Czasem dajemy. Czasem po latach przekazujemy dalej coś, co kiedyś ktoś dał nam. To także może być forma odpowiedzi.

Wdzięczność bez rachunku

Jest różnica między „muszę się odwdzięczyć” a „dobrze, że to dostałam”. To drugie niczego nie odbiera samodzielności. Nie oznacza podporządkowania ani długu. Można przyjąć czyjąś obecność, troskę, czas, wiedzę czy miłość i nie natychmiast uruchamiać kalkulatora. Można po prostu zobaczyć: to było dla mnie ważne. Wtedy wdzięczność ma szansę stać się czymś więcej niż społecznym obowiązkiem. Może być pomostem między ludźmi.

Nie trwa cały czas

Wdzięczność nie jest stanem permanentnym. Na szczęście. Nie trzeba codziennie rano otwierać oczu i zachwycać się cudem istnienia przed pierwszą kawą. Czasem budzisz się wdzięczny, czasem wkurzony, czasem przestraszony, czasem przeciążony. A czasem wszystko to pojawia się przed dziewiątą.

Wdzięczność przychodzi, przemija i wraca. Może pojawić się po dobrej rozmowie, kiedy patrzymy na kogoś, kto siedzi obok, kiedy przypominamy sobie człowieka, którego już nie ma, albo w zupełnie banalnej chwili, w której nagle dociera do nas: przecież to wcale nie było oczywiste. Że ten człowiek był. Że wydarzyło się właśnie to. Że coś dostałam. Że czegoś doświadczyłem. Że mogło być nic, a było wszystko.

DOCENIAM

Chyba właśnie dlatego najbardziej lubię w tym wszystkim słowo DOCENIAM. Ono nie wymaga, żeby cierpienie zniknęło. Mówi tylko: widzę wartość tego, co było albo jest. To wystarczy.

Można jednocześnie tęsknić i doceniać. Można płakać i wiedzieć, że było warto. Można stracić coś bezpowrotnie i po jakimś czasie odkryć, że strata nie unieważniła tego, co wcześniej dostało się od życia. Może właśnie na tym polega jedna z dziwniejszych właściwości wdzięczności: nie cofa czasu, nie przywraca ludzi, nie naprawia wszystkiego. Ale czasem pomaga zobaczyć, że brak nie jest jedynym śladem po tym, co było.

Zostaje również to, co dzięki temu mamy w sobie. I tego już nie tak łatwo nam odebrać. O tym trochę jest dla mnie „Mogło być nic” Kwiatu Jabłoni. Posłuchaj. A potem może przez chwilę nie rób nic.

Po prostu sprawdź, czy gdzieś pojawia się  *doceniam*.

 

Zostań na chwilę
Jeśli coś Cię tu zatrzymało, możesz:
– zajrzeć do [tych słów]
umówić się na spotkanie 
– albo po prostu odpocząć.
Tu nikt nie wymaga. Tylko zaprasza